Al Zarqa wita

No i jestem na miejscu. Al Zarqa to największy ośrodek przemysłowy Jordanii – prawie połowa przemysłu tego niewielkiego państwa skupiona jest właśnie tu. Strach pomyśleć, co mogłoby się stać, gdyby rzeczywiście w tym rejonie doszło do konfliktu – do granicy z Syrią jest około 40 kilometrów, niewiele więcej do Daara, skąd pochodzi większość syryjskich uchodźców w Jordanii; to tam, 6 marca 2011 r., dwóch nastolatków wypisało na murach hasło „ludzie chcą obalenia reżimu”, reprezentowanego przez prezydenta Bashara Al – Assada. Tydzień później kraj, nazywany niedawno „królestwem ciszy” stanął na krawędzi krwawej wojny domowej, która cały czas trwa na naszych oczach, a Daraa, obok Homs i Aleppo stały się symbolami oporu przeciwko reżimowi.

W całej Jordanii przebywa obecnie około 220 tysięcy syryjskich uchodźców. Tylko część z nich mieszka w zamkniętych obozach. W Zaatari Camp przebywa dziś 37 tysięcy osób. W trzech pozostałych – w Ramtha, przy samej granicy, Kinga Abdullah Park Camp, Cyber City Camp – kolejnych kilka tysięcy. Jednak zdecydowana większość Syryjczyków przebywa w miastach i wioskach w pobliżu granicy – wciąż licząc na szybki powrót do siebie, nawet jeśli oznacza to spalone zgliszcza. Niektórzy koczują kątem u rodziny, inni wydają ostatatnie oszczędności na wynajmowanie maleńkich mieszkań, w których mieszka nawet kilka pokoleń. Caritas jest największą organizacją, która pomaga im się utrzymać na powierzchni w Jordanii – zapewnia im żywność, podstawową opiekę zdrowotną, czasem pieniądze na czynsz, a także edukację.

W Al Zarqa będę pracował z dziećmi, które nie rozumieją dlaczego musiały uciekać z domu. Jamal, nasz przewodnik z Caritasu Jordan, opowiada, że często pytają, czy coś zrobiły, czy to może ich rodzice są winni, zburzonych domów, szkół, odebranych marzeń? Lekarz, Irakijczyk, też zresztą uchodźca, wskazywał że wiele z nich cierpi na post-traumatic stress disorder (PTSD) i potrzebuje pilnie konsultacji psychologicznej. Przyznam szczerze, że dziś, po trzech godzinach spędzonych z tymi dzieciakami widziałem jedną dziewczynkę, która ewidentnie jest „oddalona”; inne dzieci, w przedziale wiekowym 5-15 nie wyglądają na szczególnie straumatyzowane, ale kiedy to piszę, myślę od razu, co to znaczy „wyglądać na straumatyzowanego”? No bo gdyby te dzieciaki, po kilkumiesięcznym pobycie tu, w Jordanii, cały czas milczały i były ponure, gdyby nie dawały oznak tego, że życie potrafi je jeszcze cieszyć, to byłoby lepiej? Bardziej „prawdziwie”? Ja myślę, że byłaby to gigantyczna porażka wszystkich tych fantastycznych ludzi, których dziś poznałem: od gospodarza tego miejsca, o. Eliego, Palestyńczyka z izraelskim paszportem (to jest w ogóle osobna opowieść, człowiek – historia), przez nauczycieli, opiekunów i wreszcie – ich własnych rodziców. Na szczęście tak nie jest, więc kiedy dziś przyglądałem, się ich twarzom, zaciekawionym, rozbawionym, czasem przekornym – myślałem, że choć część z nich na pewno tłamsi w sobie koszmarne wspomnienia, to jednak, choć na chwilę , nim kolejny wiatr histroii znów coś zmieni, dostały spokój i odrobinę normalności, którą tak dobrze przecież znały. I zrobię wszystko, żeby ta setka dzieciaków w Al Zarqa, dzięki dziwnemu facetowi z Ooropy, jak mówią, nie straciła tego wielkiego osiągnięcia ludzi, z którymi będę pracował, a których już bardzo szanuję.

Marta i Tomek z Caritas Polska rozmawiają z jednym z syryjskich uchodźców.

 

 

Dziedziniec „mojej” szkoły

 

Dzieci się uczą…

Ale chętnych do zabawy jest więcej…

…czemu trudno się dziwić….

 

 

….bo w końcu zostać mumią w pięć sekund to nie byle co 😀

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s