O mądrym doktorze, tułaczkach i mojej Żonie

Dziś odpowiem o mądrym doktorze i o poplątanych ścieżkach historii, które zmieniły jego życie w wielką tułaczkę. W jego dziejach, jak w soczewce skupiają się trudne losy tysięcy mieszkańców Bliskiego Wschodu, wciąż narażonych na gwałtowne i niechciane zmiany w życiu. Poznajcie więc niesamowitego dr Akifa Khalila Alousiego:

 
 

Doktora Alousiego poznajemy w ostatnim dniu jego pracy w Caritas Jordan, ale o tym dlaczego tak jest – za chwilę. Najpierw dowiedzcie się, że doktor ma 56 lat, jest Irakijczykiem. Niekórzy mogą go kojarzyć z serwisów BBC World, gdzie często wypowiadał się na temat sytuacji w swoim kraju – a widział wiele. Przeżył krwawą wojnę z Iranem, dojście do władzy i upadek Saddama Husseina, był świadkiem niepowodzeń koalicji państw, które miały zaprowadzić w Iraku pokój i demokrację.

– Jestem patologiem, pracowałem w szpitalu w Bagdadzie, w Sadr City. Po pierwszej wojnie Zatoce Perskiej i inwazji na Irak, sankcje, które wprowadził Zachód, zaczęły wykańczać nasz, niegdyś bardzo dobry, system opieki medycznej. Ucierpieli zwykli ludzie, nie tyran i jego otoczenie. Jednak dopiero druga wojna w Zatoce zniszczyła kraj do reszty. Właściwie wszystko przestało działać, a systemy – opieki zdrowotnej, polityczny, policyjny i wszystkie inne – legły w gruzach. Kraj ogarnęła anarchia.

W takich warunkach nie tylko nie dało się ani pracować, ani żyć. Dr Alousi miotał się w klatce swojego domu i walczył z własnymi myślami.

Moja rodzina żyła w Bagdadzie od 400 lat. Jak mógłbym opuścić to miasto? Jak mógłbym wyjechać z MOJEGO kraju?

Jednak w 2006 roku sytuacja się zmieniła.

W ciągu kilku miesięcy zginęło 6 moich bliskich przyjaciół. Na ulicach śmierć zbierała bogate żniwa – częściej strzelano, niż zadawano pytania. W końcu, pewnego dnia, do mojego biura przyszedł anonim: „Twoja brudna krew jest tania i łatwo ją będzie rozlać, jeśli nie przestaniesz tu działać”. Wtedy, dla bezpieczeństwa mojej rodziny podjąłem decyzję o wyjeździe, a właściwie uciecze z mojej ojczyzny.

Tak zaczęła się jego tułaczka. Najpierw wyjechał do Bahrainu, ale po dwóch i pół roku znów musiał szukać nowego miejsca do życia. Jak tłumaczy irakijscy uchodźcy, nie są mile widzianymi gośćmi w żadanym z państw Bliskiego Wschodu. Patrzę na doktora, który wyrzuca z siebie te słowa z prędkością karabinu i chcę mu tym momencie przerwać, powiedzieć, że każde państwo traktuje uchodźców raczej jako zło konieczne, niż oczekiwanych przybyszy i raczej trudno się temu dziwić, ale milczę, bo właściwie co ja na ten temat wiem? Co wiem o losach ludzi, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swojego domu, swojej ojczyzny? I jak ja bym się czuł, gdyby tak samo musiał uciekać? Czy w związku z tym powinienem się wyzbyć swoich oczekiwań, nadziei, przyzwyczajeń i cieszyć się samym tylko faktem przeżycia? Więc milczę i słucham dalej.

Trzy lata temu trafiłem do Jordanii. I zostałem, tu w Al Zarqa jako lekarz Caritasu. To nie jest łatwa praca, ale była lepsza, niż żadna.

Doktor ma rację. Pisałem już o kłębiących się tłumach na wąskim korytarzyku Caritasu. Wielu czeka nie tylko na paczkę z pomocą humanitarną, ale też na spotkanie z lekarzem. Najpierw trzeba ich zarejestrować:

 

 

Potem, po dopełnieniu wszystkich formalności, Syryjczycy czekają w kolejce. Najgorzej sytuacja ma się z dziećmi, ktore po prostu się nudzą, ale odkąd pewien wolontariusz z Ooropy przywlókł swojego ajpada….

 

….sytuacja nieco się poprawiła…

 

 

 

🙂

 

A porzucając kolejkę i wracając do Doktora: przyjmował codziennie,w swoim maleńkim gabinecie, od 20 do 40 pacjentów.

 

Większość cierpi na choroby płuc i skóry. To przede wszystkim kobiety, dzieci i ludzie starsi. Młodych mężczyzn jest niewielu, zapewne zostali w Syrii, żeby utrzymać domy, niektórzy są rebelitantami, inni służą reżimowi. Wszyscy – woleli wysłać swoich bliskich w bezpieczne miejsce. Nie dziwię się im, też chce jak najlepszej sytuacji dla swojej rodziny.

 

I to dlatego dziś był ostatni dzień Doktora Alousiego w pracy z Caritasem. Choć zżerają go wyrzuty sumienia, że zostawia tak potrzebujących pacjentów – w przyszłym tygodniu wyjeżdża dalej, do Virginii w USA, gdzie znów zacznie życie od nowa, od zera, od podstaw. Nie dla siebie, jak mówi, ale dla rodziny, bo tam jego dzieci mają większą szansę na normalne życie niż w tym, tak trudnym, zakątku świata jakim jest Bliski Wschód. Rozumiem go.

Pytam Doktora czy wyobraża sobie powrót do Bagdadu? Długo milczy, a potem odpowiada:

– Ja nigdy nie zrezygnowałem ze swojego kraju, ze swojej ojczyzny. Na razie powrót tam jest niemożliwy – jestem liberałem, udzielałem się politycznie, wspierałem demokrację, a to narobiło mi wrogów, którzy są teraz w Iraku przy władzy. To nie jest tak, że demokrację można zadekretować, narzucić. Po setkach lat tyranii, ludzie nie wiedzą, co zrobić z ofiarowaną im tak nagle wolnością. Do niej też trzeba dorosnąć. Ludziom potrzeba edukacji, kultury, sprawnie działającego państwa. Marzę, żeby stało się to za mojego życia, wtedy na pewno będę chciał wrócić, ale na razie – to tylko marzenie.

 

Żegnamy się długo, wiem, że Doktor się spieszy, ale jakoś nie mogę się z nim rozstać. W końcu puszcza moją dłoń, a ja czuję, że spotkałem człowieka, dla którego podziw miesza się z odrobiną lęku: bo czy ja bym tak potrafił? Czy mogę działać tak odważnie i rozważnie zarazem? Głośno mówić o tym, co jest złe i ponosić tego konsekwencje, nie niszcząc jednak życia swoich bliskich i czasem, dla nich tylko, rezygnować z siebie? Dziś właśnie nad tym zastanawiam się najbardziej.

 

 

PS. Ponieważ żona moja, Katarzyna, domaga się żebym wspomniał o niej czasem (poza codziennymi rozmowami oczywiście;), to mam Kochanie pytanie: czy taki prezencik na Twoje urodziny (28 listopada, wiem wiem jestem złym, złym, złym mężem, że zostawiłem w tym czasie Żonę swą samą), pasi, czy też nie bardzo? (Bo mi by pasiło, gdyby pasiło Tobie, jak mawia mój kolega z Krakowa – pięknie i niedrogo;)

 

 

 

Przedyskutuj to z Maćkami i Marcinami dziś wieczorem:)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s