Dobre pomysły na poniedziałek

coś mi dziś nie wychodzi publikowanie postu i muszę go napisać od początku trzeci raz. Poniedziałek jakiś czy coś?

W każdym razie: najpierw szybkie odniesienie do tego, co wczoraj, bo Marta Maryniok na FB martwi się, że świat zmierza w złą stronę. Więc jeszcze refleksja: jak zawsze. Chyba każde pokolenie martwiło się, co to będzie, więc ja nie, nie chcę się bać o przyszłość. Wujek dobra rada, Abuna Elie, mój gospodarz na moje pseudofilozoficzne rozważania w tej sprawie, spojrzał pobłażliwie i zaśpiewał mi: don't worry, be happy.

;

Tym bardziej, że minę miałem dziś, przed południem, nietęgą. Powód:

;

Puste krzesła potrafią człowieka dobić. Na tym korytarzu był codziennie dziki tłum ludzi, ustawionych w kolejce a to po podstawowe artykuły do przetrwania, a to do lekarza. Na razie jednak źródło pomocy wyschło, a kiedy przyjdzie nowa – nie wiadomo. Następca doktora Alousiego – jeszcze nie dotarł, więc tych kilka osób, które jednak przyszło, musiało odejść z kwitkiem, a zawód i zdezorientowanie w ich oczach naprawdę bolały. Nie tylko zresztą mnie, wszyscy pracownicy Caritasu w Al Zarqa chodzili skwaszeni 😦

;

Humory poprawiły nam się nieco podczas przygotowywania lunchu, poszło szybko, potem krótka przerwa i wreszcie – zajęcia.

I wiecie co? Wiecie, bo prawie wszyscy macie dzieci, a jeśli nie macie, to znacie kogoś, kto ma: smutny poniedziałek zamienił się w Najlepszy Dzień Tygodnia. Tu miejsce na truizm: dzieciaki umią!

;

Tym bardziej, że mieliśmy dziś ważne zadanie: nauczyć się, że to cyfry rządzą światem. Gdyby ktoś miał wątpliwości, to proszę bardzo:

Z wyraźnym zaznaczeniem, że pan taksówkarz, a on to jest, był uczciwy, choć w sprawie kasy: nieprzejednany:)

;

Dlatego dziś uczyliśmy się liczyć od 1 do 5 (choć podejrzewam, że te maluchy liczą szybciej niż ja):

;

;

;

A kiedy dzieci sobie rysowały, malowały, kłóciły się zawzięcie o kredki, ja zadawałem sobie te same pytania, które towarzyszyły mi już w 2009 roku w Kenii, gdzie maluchy miały znacznie gorsze warunki, ale ten sam błysk w oczach: czy będą potrafiły go zachować? Kim będą? Jak my, dorośli, zdołamy je wychować? Na kogo? Czy będą musiały walczyć o swoją wolność, jak ojciec tego chłopca?

;

;

Czy będą szczęśliwe? Będą miały czas, żeby oddać się myśleniu, czytaniu, pracy, pomaganiu innym, normalności? I tak się zasępiałem i dzieci, co mnie widziały chyba trochę też…

;

;

;

….aż w końcu robiąc te zdjęcia, nie wytrzymałem i pomyślałem sobie: ja też chcę. Dziecka. Bycia tatą. Całego tego giga zamieszania w życiu, uwiązania, śmierdzącej pieluchy, humorów i niehumorów, a co mi tam, będzie fajowo – jak się Żona zgodzi. To co, Kochanie, zrobimy sobie dziecko?

;

I jak tak myślałem, to banan na twarz mi wypełzł i dzieci, które angielskiego nie rozumieją w stopniu przetrawienia przekazu o ciąży itd., zażądały natychmiast, żebym wreszcie nauczył się mówić w jakimś porządnym języku, a najlepszy i najbardziej porządny jest oczywiście arabski, którego nauka jest prosta jak bułka z masłem, to wystarczy po prostu poznać litery, proszę bardzo teacher Jack, tu są:

;

;

No rzeczywiście, prościzna.

Ale siedzę i wkuwam. Cały czas z tym bananem na twarzy, bo tak sobie myślę, że moje dzieciaki podsunęły mi dziś pomysł na szóstkę 🙂

;

;

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s