Kto nie ma już marzeń?

Kifak? Czyli: jak się macie?

Niezła burza po tym wpisie o dziecku się rozpętała, teściowa we łzach, żona we łzach, rodziciele we łzach, zaraz będziecie mieć drugie Morze Bałtyckie, no dobra – żartuję z tym oczywiście, ale szczerze dziękujemy za wszystkie dobre myśli, będziemy meldować kiedy słowo stanie się ciałem;)

Abuna zastukał dziś do mnie o 7 rano, czyli o Waszej piątej, z naiwną wiarą w to, że się zerwę od razu, Mhm, jasne, już, natychmiast. Zwlokłem się w końcu po godzinie, złorzecząc pod nosem na cały świat, ale w końcu wstałem na tyle szybko, żeby dopaść grupę, która dołącza od dziś do grona my personal heroes: ludzi, którzy idą tam, gdzie nie ma nikogo innego:

Na tej pocztówce, od lewej: Samer Ayoub, Reem Almashni, Lara Massadeh, Jema Merjaneh – czyli wspaniała czwórka wolontariuszy z Caritas Jordan, którzy zajmują się szukaniem i opisywaniem sytuacji Syryjczyków, którzy najczęściej nielegalnie przekroczyli granicę z Jordanią i teraz,w Al Zarqa na nowo próbują poskładać strzępy tego, co kiedyś było ich życiem. Cóż, wiele z tego z nie zostało. Nim pojawią się zdjęcia: większość Syryjczyków, których dziś odwiedziliśmy nie zgodziła się pokazać twarzy, bo jak mówią, boją się zemsty agentów wciąż dobrze trzymającego się reżimu prezydenta Assada.

To mieszkanie 9 osobowej rodziny, która z Syrii uciekła po tym, jak akurat przez ich dom, przetaczał się front walk. Nie da się żyć z karabinami przy głowie – mówi Faeza, żona Muhameda, nauczyciela muzyki i artysty z Daraa, który wyrzuca sobie, że nie zdobył broni, by rodzina czuła się lepiej. Dziś nie mają właściwie nic, poza dywanami (cenne, zwłaszcza w przypadku dzieci, żeby nie biegały po zimnych, kamiennych podłogach) i materacami, na których śpią. Gotują na dwupalnikowej kuchence, głównie liście kapusty i inne możliwie tanie warzywa, mięso jest oczywistym luksusem.

Ta kobieta nie wie nawet ile ma lat. Zapomniała, zresztą to dla niej zupełnie nieważne. Całe dnie ogląda syryjską telewizję, w nadziei, że na migawkach z miast, w których toczą się walki zobaczy swoich synów, od których nie miała żadnych wiadomości od ponad 2 miesięcy. Niestety, to, co widzi, nie daje jej wielkiej nadziei.

Osoby takie jak ona zostaną objęte programem Caritasu Jordan, który chce znaleźć możliwie najwięcej uchodźców, pomóc im w legalizacji pobytu, a potem – w dostarczeniu pomocy.

W sumie pieniędzy wystarczy na pomoc 250 rodzinom. Jednak kryteria są dość wyśrubowane:

Ta, w sumie sześcioosobowa rodzina wydaje na pożywienie każdego z jej członków około jednego dinara jordańskiego dziennie. To mniej wiecej 4,5 złotego. 135 zlotych miesiecznie na jedzenie. Co byście kupili? Jednak ci ludzie korzystali już z pomocy organizacji charytatywnej, więc nie kawalkfikują się do kolejnej. Muszą poradzić sobie na razie przynajmniej sami. Są bardziej potrzebujący:

Jak mieszkańcy tej gnijącej piwnicy, w sumie 12 osób, masa dzieci, niezalegalizowani, bez dostępu do bieżącej wody, z dwoma butlami gazowymi, którzy wyszli z Zaatari Camp z nadzieją na lepszy los, by wpaść w piekło bezradności. Caritas Jordan zapewni im podstawową opiekę medyczną i socjalną. Tak by się nie stało, gdyby nie Ci ludzie, którzy wsiedli dziś rano do samochodu, pojechali do podłej dzielnicy Al Zarqa i pytając w sklepach, barach, zaczepiając przechodniów: dotarła do tych zapomnianych przez Boga i innych ludzi dając im choć cień nadziei na lepsze jutro. Brawo dla tych Państwa.

Popołudniu miałem zajęcia w szkole. Zapytałem – będąc wciąż pod wrażeniem tego, co zobaczyłem wczesniej – moje dzieciaki o ich marzenia. Chyba nie zaskoczyły mnie odpowiedzi taka jak pewnej 15-latki: chciałabym być ptakiem, żeby móc choć przez chwilę zobaczyć co dzieje się w moim domu w Syrii. Ale najbardziej poruszyła mnie dziewczyna, trzpiotka z Homs, która przy tym pytaniu nagle spoważniała i powiedziała: ja nie ma już żadnych marzeń.

I na koniec myśl, przed zbliżającym się Dniem Niepodległości w Polsce: zapewne nie odbędzie się bez kolejnych starć, może ktoś zostanie ranny, polecą petardy, zderzą sie takie i owakie marsze; a ja sobie tak myślę, że ci, którzy mówią, że oto ojczyzna zmierza ku upadkowi, chyba jednak postradali zmysły: obserwacji i współodczuwania. W celu ich odzyskania, zapraszam do zaprzestania rozdzierania szat nad szczątkami tupolewa i wizyty w najbliższym ośrodku dla uchodźców. Może wtedy zrozumiecie, w jakim punkcie jesteśmy i co to znaczy prawdziwe kłopoty państwa i jego obywateli.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s