Król i piękna królowa, ale czy bajka ma happy end?

Dziś moje ciekawskie oko zajrzy na chwilę na za kulisy wielkiego świata, a paluszki szybciutko wypiszą na klawiaturzę opowieść o prawdziwym królu, jego królowej i narodzie, który kocha swojego władcę, choć coraz częściej pragnie by władzy miał trochę mniej niż obecnie. Panie i Panowie poznajcie króla Jordanii, Jego Wysokość Abudallaha II:

Zajmuję się tym tematem, bo król, a może raczej jego wizerunek jest WSZĘDZIE – nie tylko w budynkach publicznych, bo to oczywiste, ale też: w fabrykach, sklepach, zakładach fryzjerskich, na ulicach i uwaga: w domach. Prywatnych. Co więcej: najczęściej całkiem dobrowolnie, bez przymusu, bo Jordańczycy są ze swoich władców naprawdę dumni. No, kto powiesi sobie portret jakiegoś polityka w domu? Tak dla własnej przyjemności, albo przez szacunek? Ręce do góry, nie widzę, dziękuję ;))

Abdullah II to, uwaga: pra pra pra itd. wnuk Proroka Mahometa, następca: charyzmatycznego Abdullaha I, Talala, który cierpiał na schizofrenię i rządził tylko rok i wreszcie powszechnie uwielbianego Husajna I. Tata wyciął mu niezły numer: przez całe życie powtarzał mu, że następcą będzie jego wujek, książę Hassan bin Talal, ale na dosłownie kilka tygodni przed śmiercią, w 1999 roku, król Husajn zmienił zdanie i wyznaczył swojego najstarszego syna, wtedy jeszcze ksiecia Abd Allaha, na następcę tronu. Wyobraźcie sobie jak musiał się czuć ten człowiek, kiedy jego życie zmieniło się dosłownie z dnia na dzień. Jednak to tylko wycinek skomplikowanej polityki dynastycznej jaką prowadzą od wieków Haszimici, jeden z najpotężniejszych rodów Bliskiego Wschodu.

Chyba jeszcze większy szok przeżyła jego żona, dzisiejsza królowa Rania, powszechnie uwielbiana, do tego stopnia, że czasami mówi się o „Abdullahu, mężu słynej królowej Rani”. Tu trochę poplotkujmy: przyszła królowa pracowała w jordańskim oddziale Apple, kiedy trafiło do niej zaproszenie na imprezkę u księżniczki Aishy. Wyobrażacie sobie oczywiście, że nie było spotkanko przy grillu i zgrzewce piwka (to ostatnie w ogóle jest wykluczone, bo Muzułmanie po prostu nie piją), tylko baaardzo elegancki event, na który wpadł też brat księżniczki, przyszły król Abdullah. Rania musiała od razu wpaść mu w oko, bo już dwa miesiące później para ogłosiła zaręczyny…ja się tam nie dziwię….(choć moja Żona jest oczywiście najpiękniejsza!)

Rania jest nie tylko matką czwórki królewskich dzieci i najważniejszą partnerką króla Abudllaha w wielu rozmowach, ale też businesswoman, działaczką praw człowieka i honorowym pułkownikiem jordańskich sił zbrojnych, a także chyba jedyną królową na świecie, ktora na tak szeroką skalę wykorzystuje You Tube nie tylko do kontaktu z Jordańczykami, ale też do przełamywania sterotypów dotyczącyh Bliskiego Wschodu. Szacun Wasza Wysokość. Dodajmy jednak uczciwie, że jej pozycja jest zadziwiająca w kraju, w którym kobiety wciąż jeszcze częściej robią za poddane swoich panów – władców niż samodzielne jednostki. To się jednak zmienia i duża w tym rola królewskiej pary właśnie. Kończąc tą litanię zachwytów dorzucę, źe królowa Rania jest Palestynką, córką prowincjalnego lekarza z Kuwejtu i po ataku wojsk Saddama Huseina na ten kraj musiała emigrować stamtąd właśnie do Jordanii. To wydarzenie niewatpliwie pozwala jej lepiej zrozumieć co czują Syryjczycy tak masowo przybywający dziś do Jordanii i co czują Palestyńczycy, którzy, uwaga, stanowią około połowy ludności tego pustynnego kraju.

Wracając do króla Abdullaha: jego popularność króla przybiera czasem zaskakujące wymiary. W naszej szkole, jednak chrześcijańskiej, wizerunek islamskiego władcy połączony jest z krzyżem, co trochę bawi, ale i wzrusza.

Król jest właściwie władcą absolutnym, ale coraz bardziej musi liczyć się ze zdaniem mieszkańców swojego kraju. A ci chcą reform. Arabska wiosna ludów nie ominęła i Jordanii, choć przyznać trzeba, że w znacznie łagodniejszej formie. Pod naciskiem poddanych król rozwiązał parlament, zapowiedział wybory (odbędą się w styczniu), które zostną przeprowadzone według nowej ordynacji wyborczej. Ta i tak nie podoba się wpływowemu i tu Bractwu Muzułmańskiemu jak i Palestyńczykom, bo uważają, że za bardzo faworyzuje rdzennych Jordańczyków , „rodzinę miliona ludzi” jak nazywa się wśród nich bliższych i dalszych krewnych Abdullaha II i jego współpracowników. Tak więc od przebiegu wyborów wiele zależy, między innymi to, czy wydarzenia takie jak w Egipcie czy Syrii nie powtórzą się i tu. Wypada mieć jednak nadzieję, że król i jego królowa będą żyli i panowali jeszcze długo i szczęśliwie, bo szczerze mówiąc proponowane alternatywy polityczne jakoś nie wyglądają na szczególnie dobre dla przyszłości Jordanii. Ale to już zupełnie inna bajka… Do jutra;)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s