Wesela nie będzie

Czy ja już kiedyś wspominałem, że mieszkam na plebanii…? A jak na plebanii, to znaczy, że przy kościele. A jak przy kościele, to są i msze i…śluby. Dziś, w dniu wolnym w całej Jordanii od pracy, taka właśnie uroczystość się odbyła, ślub był chrześcijański, panna młoda – katoliczka, pan młody – grekokatolik, a wśrod gości – nie zabrakło tych muzułmańskich, więc cała uroczystość to był wielki groch z kapustą, ale za to jaki!


Najpierw przy dzikim hałasie klaksonów panna młoda zajechała swoją limą. Jak u nas, ale całkiem jak nie u nas, było to, co nastąpiło później. Nim bowiem mogła wysiąść zgromadzeni mężczyźni, no może nie wszyscy, ale część przynajmniej, przy dźwięku bębnam odśpiewali radosną pieśń, tańcując aż miło:


Potem był lament, pewnej niemłodej już damy, świadczący o smutku przyjaciół panny młodej w temacie wydania ją za mąż i odejścia z domu rodzinnego, czemu z pewnym sceptycyzmem przyglądały się rozliczne druhny, choć może raczej należałoby powiedzieć – najprawdziwsze księżniczki:)


W końcu – po raczej dłuższej chwili tych ceremonii powitalnych, udało się: państwo młodzi wreszcie ruszyli do kościoła.


A nie jest to jakiś tam kościół, ale Świątynia Witraży. Przysięgam: całe ściany zbudowane są z wielkich witraży, przedstawiających przeróżne sceny biblijne. Misterna robota. Już same drzwi wejściowe robią wrażenie, a składają się z naprawdę wielu elementów, takich jak ten:


Miejsce na ślub, wybrane, jak to mawia nasz Amigo z osiedla Maciek Bieńkowski: Perfekcja. W środku czekał na nich już Abuna Elie, gospodarz mój i całej parafii.

No i się zaczęło…

(Cholera, chyba zatrudnię się do robienia fotografii ślubnych, ktoś reflektuje?) No, ale wracając do ślubu. Podczas deszczu dzieci się nudzą, a co dopiero podczas takiej uroczystości, kiedy cała uwaga jest skupiona na jakiejś tam innej księżniczce…


Więc robiłem trochę za lokalną atrakcję dla najmłodszych, tymczasem… kolejna różnica. Msza? Noooo…Nie bardzo, mówi Abuna Elie, bo jak tu pogodzić oczekiwania wszystkich? Bardzo rozsądne. A zatem, po: krótkiej modlitwie Katolików, śpiewie Grekokatolików i pośród radosnych okrzyków Muzułmanów – po 20 minutach było po ślubie i dotychczasowi narzeczeni, wyszli już jako para młoda…wyglądali na zachwyconych….


Potem były dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugie życzenia dla małżonków, kwiatków żadnych nie było, za to czekoladki, jako pamiątka dla gości – jak najbardziej:


A najlepsze jest na koniec: pewnie teraz, po przydługiej relacji z cudzego ślubu spodziewacie się równie przydługiej relacji z cudzego wesela? Hahaha, nic z tego: to bowiem…już się odbyło, dzień przed ślubem i jak mi powiedziano, 700 (!!!) zaproszonych gości bawiło się przednio…cóż, należy życzyć szczęścia Młodej Parze (tak na marginesie, nie mam pojęcia jak się nazywają, choć oni sami powitali mnie radosnym Hello teacher Jack;))))

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s