Niewidzialni

Pogadajmy o sąsiadach. Czasami jest tak, że się ich w ogóle nie zna. Zabiegani, nie rejestrujemy kto mieszka obok nas, czasem tylko zastanawiając się, co tam się u nich dzieje, kiedy słyszymy przeróżne odgłosy zza ściany (i niekoniecznie chodzi o płacz czy krzyki). Częściej wiemy jak sąsiadka/sąsiad/sąsiedzi wyglądają, zamieniamy z nimi niekiedy kilka słów, ale jakoś tak nieszczególnie chcemy się dalej integrować. Niekiedy – naprawdę NIE chcemy, bo podskórnie wyczuwamy, że sąsiedzi to nie nasza cup of tea. Na szczęście są i tacy, których nie tylko znamy, ale i lubimy i z którymi integrować się naprawdę chcemy i to jest super (mała prywata: pozdrowienia dla Karoliny i Maćka, Gosi i Marcina;). No dobra, ale co jeśli jeśli nasi sąsiedzi postanowią się do nas wprowadzić?

;

;

Spójrzmy dziś na mapę. Te dwa państwa złączone z sobą w namiętnym pocałunku to Jordania i Irak. Wiele je łączy, kiedyś, przez krótką chwilę stanowiły nawet jedno państwo. Dziś oba kraje łączy przede wszystkim spora grupa obywateli, która przepłynęła z jednego państwa do drugiego. Dlaczego?

;

;

;

;

Najstarsi górale i niektórzy z Was pamiętają zapewne z historii pierwszą wojnę w Zatoce Perskiej (1990-1991), podczas której nie załatwiono do końca sprawy z panem Husseinem, ale za to nieźle rozprawiono się z jego krajem. W wyniku tego konfliktu z Iraku zbiegło setki tysięcy ludzi. Najpierw kierowali się do Iranu, ale od 1995 roku głównym celem ich emigracji była właśnie siostrzana Jordania. Co istotne, w odróżnieniu od Syryjczyków, z Iraku uciekali przede wszystkim przedstawiciele inteligencji i tzw. klasy średniej. Szacuje się że do 2003 roku, czyli do rozpoczęcia kolejnej inwazji na Irak, w Jordanii mieszkało ich nawet 350 tysięcy. Ale to pestka, w porównaniu z tym, co stało się po drugiej wojnie w Zatoce.

;

;

Według szacunków ONZ z Iraku zbiegło wtedy nawet półtora miliona mieszkańców – to tak jakby wyludnić po kolei Szczecin, Poznań i Wrocław. Kolejne milion siedemset tysięcy – musiało uciec ze swoich domów – cześć Warszawiacy, od teraz musicie się rozproszyć po całym kraju, bo jak nie to bum bum i po Was. Trywializuję, ale chcę pokazać skalę tego dramatu. I teraz: oprócz Syrii, to właśnie Jordania była najchętniej wybieranym kierunkiem emigracji.

;

;

Dlaczego o tym dziś piszę? Bo teraz, w 9 lat po wojnie, w Jordanii mieszka, oficjalnie około 200 tysięcy Irakijczyków, nieoficjalnie – nawet dwa razy tyle, a ja miałem dziś zajęcia z małą ich grupą. To kolejny pomysł na zagospodarowanie czasu, oczywiście dzięki akcji miejscowego Caritasu.

;

;

;

;

;

;

;

;

Jakie to zajęcia? Nazwalibyśmy je w Polsce wyrównawczymi. Są potrzebne, bo wielu uchodźców z Iraku nigdy się oficjalnie nie zarejstrowało. Przyjeżdzali tu z pieniędzmi, co odróżnia ich od syryjskich uchodźców, jakoś się osadzali w tej nowej rzeczywostości, ale ze strachu przed deportacją nigdy nie zgłaszali swojej bytności jordańskim urzędom. Tak stawali się niewidzialni. Efekt? Brak dokładnych szacunków co do rzeczywistej liczby uchodźców i odcięcie ich dzieci od szansy na edukację. Bo żeby zapisać je do szkoły potrzebne były dokumenty, a tych rodzice nie mieli i tak kółko się zamykało. Niewidzialne dzieci nie widziały podręczników nawet po kilka lat. Na szczęście, od 2007 roku prawo w Jordanii się zmieniło, od tego czasu nawet nielegalni, niewidzialni, mogą być zapisani do szkoły. I chociaż irakijscy uchodźcy to głównie lekarze, inżynierowie itd., to przez te niespełna dziesięć lat nastąpił w ich rodzinach gigantyczny regres naukowy. Teraz, pokolenie dzieci uchodźców, często urodzonych już w Jordanii, musi nadganiać wiedzę rówieśników. Stąd pomysł na zajęcia, które te szanse wyrównują. Lekcje prowadzone są w całości przez wolontariuszy a koordynowane przez Caritas w Al Zarqa.

;

;

Irakijska nauczycielka nauk wszelakich 😉

;

Zeid, z Caritas Al Zarqa, koordynator programu.

;

I tak wspólnie Jordańczycy i Irakijczycy, mieszkający dziś po sąsiedzku, walczą o lepsze jutro „swoich” dzieciaków. Super sprawa. Przy okazji, kiedy dziś „nauczałem” dodawania 1+1 i odejmowania 2-2, oczywiście po angielsku, pomyślałem sobie o olbrzymim wyzwaniu jakie stoi przed różnymi organizacjami pomagajacymi Syryjczykom. Przecież wciąż napływają tysiące nowych uchodźców i nawet jeśli spora część z nich wróci do siebie, albo pojedzie dalej (tak stało się wszak z Irakijczykami), to wielu – zostanie. I programy integracji, wyrównywania szans, będą im potrzebne równie mocno dziś, jak i za dziesięć lat. Czy Jordańczycy zdadzą i ten egzamin? Tak, jeśli świat im choć trochę pomoże. Bo to, że są dobrymi sąsiadami, udowodnili już wielokrotnie. A Wy, też macie takich fajnych ludzi za ścianą? Do jutra:)

;

;

;

;

;

;

;

;

;

;

;

;

;

;

;

;

;

;

;

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s