Jacek na manifie

Szukajcie, a znajdziecie…bardzo, bardzo chcieliśmy, razem z Rafałem, zrozumieć, co dzieje się wokół nas. Czy protesty, które rozpoczęły się pięć dni temu to rzeczywiście początek jordańskiej wersji Arabskiej Wiosny? Czy kraj stanie w ogniu? Och, te wszystkie wielkie pytania, krzyczące czołówki gazet, poważne twarze w telewizji…ile w tym prawdy? Ile podkręcania emocji? Zebraliśmy się więc dziś do Ammanu, w poszukiwaniu odpowiedzi. Co znaleźliśmy?

 

 
 

 

Zaczęli 16 tygodni temu, są studentami, albo nastolatkami, głównie z Ammanu i południa kraju. Sto, może dwieście osób, kilkadziesiąt naprawdę zaangażowanych. Najpierw domagali się tego, co wściekle wykrzyczały już społeczeństwa Egiptu, Tunezji, Libii, o co walczą też Syryjczycy: demokracji. Większej wolności. Swobody. Jakiej? Od czego? Bashar, 27-latek z Maan, mówi, że od wszechwładnych służb bezpieczeństwa, od kontroli, ale im dłużej z nim rozmawiam, mam wrażenie, że chyba bardziej chcą uciec od własnej kultury, która nakłada na mieszkańców tych terenów sporo ograniczeń.

 

Trzeba im przyznać, że sa wytrwali: tydzień w tydzień gromadzili się na Al-hashemi Street, z której wyruszali w miasto, w pokojowym, jak mówią, marszu. Dziś nie ruszyli. Nie mogli.

 

 

Bo dziś, ta niewielka w sumie grupa, zaczęła się domagać tego, czego od paru dni chcą tysiące Jordańczyków: obniżki cen gazu i oleju opałowego, ukarania winnych gigantycznej korupcji i wreszcie, choć nieco po cichu – ustąpienia króla Abdullaha, który zdaje się ich rozczarował i nie jest tak „nowoczesny”, jakby oczekiwali. Z takimi hasłami, za które idzie się tu do więzienia – policja i wojsko nie przepuściło ich dalej. Co zrobili? Ech, ten Bliski Wschód. Na wezwanie Bashara…(to ten przemawiający)….

 

….na poły radosnym, na poły rozpaczliwym śpiewem i wyrażającym ich gotowość do wspólnego działania tańcem, zamanifestowali swoje niezadowolenie….

 

 

 

Nie dajcie się jednak zwieść – to mała grupa, nastawiona w sumie pokojowo, otoczona przez gigantyczny – jak na skalę manifestacji – kordon ochronny, żołnierzy i policjantów (których tak masowa obecność, wyglądała surrealistycznie), stanowi jedynie wycinek naprawdę zdesperowanego, często naprawdę wściekłego tłumu.

 

 

 

Takich młodych mężczyzn, ktorzy zarabiają od 300 do 500 JD (1200 – 2000), przy wciąż rosnących kosztach utrzymania (jednak wyższych niż w Polsce) – jest tu wielu. Dziś na ulicach protestowali też nauczyciele – kolejna kiepsko wynagradzana grupa zawodowa w Jordanii.

 

Czy oni jednak są w stanie zmienić bieg historii, obalić monarchię? Czy powstrzymają korupcję,która jest według nich wszechobecnym problemem? Czy choćby uda im się wywalczyć ten najważniejszy dziś dla postulat – czyli obniżkę podwyższonych przed chwilą cen?

 

 

 

Są pełni nadziei, ale reżim na razie trzyma się mocno i nie chce nawet słyszeć o jakichkolwiek ustępstwach na rzecz manifestantów, o realizacji ich postulatów. Obniżki cen? Nie stać na to i basta – powiedział premier. A król właśnie odwiedził w szpitalu rannych w zamieszkach żołnierzy i stanowczo potępił protesty. Co więcej – one same zdają się słabnąć. I właściwie tylko na jedno wezwanie sprawy mogłyby obrać naprawdę groźny dla reżimu obrót. Tylko bowiem religia i stojące za nią Bractwo Muzułmańskie byłoby w stanie zmobilizować prawdziwe tłumy. Czy tak się stanie? To sprawdziliśmy w najważniejszym meczecie Ammanu, Al-Husseini.

 

Jeszcze parę dni temu to właśnie tu zbierały się tłumy niezadowolonych Jordańczyków, żądających reform państwa. Dziś przed meczetem Al-Husseini było pusto. Wewnątrz jednak – po modlitwach – trwały gorączkowe narady:

 

 

 

 

Ten przemawiający mężczyzna to dr Jamal Al Ferre, A'immah, czyli imam, który pełni znacznie szerszą rolę niż tylko prowadzącego modły czy interpretora Koranu – jest też przewodnikiem po zawiłościach codziennego życia. Z jego wypowiedzi wynika, że rząd nie wywiązuje się z umowy zawartej ze społeczeństwem, które obiecał chronić, również pod względem ekonomicznym. Zdaniem imama pomoc w wysokości (w sumie) 210 JD jaką mają otrzymać najmniej zarabiający, w ciągu najbliższych trzech miesięcy – to zdecydowanie za mało. Czy to oznacza wezwanie do obywatelskiego nieposłuszeństwa? Do protestów? Islam jest religią pokoju – przypomina nam dr Al Ferre i jego współwyznawcy. Przyszłość? Niepewna i nieznana, wszystko w rękach Allaha.

 

Dziś więc trudno odpowiedzieć na pytanie, czy w jednym kraju w regionie, w którym panował dotąd względny spokój i prosperity dojdzie do przewrotu, do gwałtownej zmiany. Czołówki gazet mówiące o wielkich protestach – wydają się dziś przesadzone, ale wcale nie jest przesądzone, czy wkrótce nie zobaczymy informacji o naprawdę sporym zamieszaniu, jakie wywoła długo kumulowane niezadowolenie. Na razie – wszystko w rękach Allacha, a może raczej jego współczesnych ziemskich tłumaczy.

 

 

 

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s