Co mam powiedzieć Elaf?

Rozmawiam chwilami z kserokopiarką, bo chociaż ona nie odpowiada mi z uśmiechem po arabsku. Nie, nie chodzi o to, że nie lubię tego języka, wręcz przeciwnie, uważam że jest piękny, fascynuje mnie jego melodia, tęsknota w śpiewie muezina – jest nie do podrobienia, ma niesmaowitą moc. Po prostu – arabski jest wszędzie, z każdej strony, zalewa mnie ta fala nieznanego, złość mnie bierze, że nie rozumiem, że nie nadążam. A chcę rozumieć, bo wtedy łatwiej pomóc, albo wybrać tego, kto pomocy potrzebuje, a na razie zostaje „pierwsze wrażenie” i tłumaczenie koleżanek i kolegów, ale, jak o bywa, rzadko niesie ze sobą całą skomplikowaną strukturę emocji, które niosą opowieści uchodźców.

No i ta nieustająca komunikacja „migana”, choć oczywiście z językiem migowym nic wspólnego nie mająca – wypinam brzuch, żeby powiedzieć, że jestem głodny, albo wciągam, żeby nauczyć dzieciaki słowa „chudy”, chodzę na kolanach, żeby pokazać „psa”, albo skaczę po ławkac jako „małpa”.

Na szczęście ludzie są cierpliwi, ciągle powtarzają mi te same słowa, umiem już liczyć do siedmiu, powiedzieć „spokojnie”, „wtorek”, ” niedziela”, „ręka”, „dziękuję”, „cześć”, „bardzo dobrze”. I bardzo dobrze. Jednak muszę się uczyć, a tu czas pędzi jak szalony, więc po cichu mówię mojej kserokopiarce, żeby mi jakoś pomogła, ale ona tylko mruczy i pluje stronami, czasem tylko „paper jam”, ale w ogóle grzeczna z niej dziewczynka.

 

Tak sobie współdziałamy, kolejne kopie syryjskich paszportów przechodzą z ręki do ręki.

A na granicy, jak słyszałem, koczują setki, o ile nie tysiące zdesperowanych Syryjczyków, którzy chcą uciec od piekła swojej codzienności. Od hałasu, tego charakterystycznego huku wystrzałów, suchego, morderczego.

Tu przynajmniej mogą liczyć na pomoc. Pisałem wczoraj o kuponach na żywność, obuwie i odzież, które są już rozdawane, dziś z kolei 75 rodzin odebrało naprawdę potrzebne podstawowe wyposażenie: kuchenki, koce i piecyki gazowe, takie ogrzewacze, które naprawdę się tu przydadzą już za chwilę.

 

 

 

 

 

 

Tak, kiedy moi syryjsko-jordańsko-egipsko-palestyńcy przyciale dzielnie wydawali pomoc na dole, na górze, w biurze, tak jakby w chmurze, ja stworzyłem ad hoc…przedszkole…

 

 

 

 

Przyjrzyjcie się jeszcze raz temu ostatniemu rysunkowi: domek, drzewko, słoneczko, chmurki…syryjska flaga…coś jakby piramida. No to na koniec tego wpisu oddajmy głos autorce, Elaf, lat osiem, dziewczynce w czerwonym płaszczyku, z gwiazdką na czole:

 

To jest mój domek w Syrii, tam mieszkaliśmy i miałam tam pokój. A potem wyjechaliśmy, bo było głośno i wszyscy krzyczeli i potem mieszkaliśmy w namiocie. I tam było brzydko i teraz mieszkamy tutaj, ale u nas jest zimno i najbardziej to chcę wrócić do domu, do Syrii.

I co tu powiedzieć takiej Elaf? I sektom innych dzieci? Naprawdę, czasami nie wiem, bez względu na to, w jakim języku myślę.

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s