Ostatki, czyli czas pożegnań.

No i czas wracać. Nie znoszę pożegnań, znacznie bardziej lubię powitania, chwilę poznania. Kursor miga mi na pustej stronie, a w głowie: setki myśli, obrazów, chwil. Co z tego wybrać?

 

Najpierw: co mi dał ten wyjazd? Dystans do problemów dnia codziennego i odnowiona (na szczęście nie świeżo uzyskana) wiara w ludzi, to chyba najważniejsze efekty. Nie mam wątpliwości, że warto dać z siebie coś innym, bo to wcale nie jest bezinteresowne, to wraca, w postaci uśmiechów, nadziei w oczach, drobnych gestów niesamowicie budujących człowieka, sprawiających, że czuje się naprawdę potrzebny. Taki zdrowy egoizm:)

 

Dalej: ludzie, bo to od nich wszystko zależy: niezwykli. Zaangażowani, pełni pasji – oczywiście, chciałoby się, żeby ich praca była niepotrzebna, ale póki co – jest i pewnie długoooo jeszcze będzie, więc tylko ich podziwiać. Dla mnie to był moment w życiu, może kolejny, na pewno ważny, ale dla nich pomaganie uchodźcom z Syrii czy Iraku, to codzienność, rzeczywistość. To nie jest łatwe, trzeba się przyzwyczaić, trochę uodpornić na lawinę ludzkiego nieszczęścia, a jednocześnie – nie stracić wrażliwości, która jest tak potrzebna w kontakcie z drugim człowiekiem, w konfrontacji z jego historią. To cała ekipa Caritasu tutejszego:

 

 

 

 

 

Dzieciaki: mądre, fantastyczne, pomocne: choć przecież przeszły już tyle, w tak krótkim jeszcze życiu. Mają fatalny start w dorosłość, ale jeszcze tyle lat do wyrwania się z zaklętego kręgu przemocy i nienawiści, w którym – nie z własnej wszak winy – się znalazły. Silne: nie wiem do dziś, kto od kogo więcej czerpał – ja od nich, czy one ode mnie. No i pozwoliły mi uwierzyć, że posiadanie „własnego”szkraba to może być Coś!

 

 
 

Życzę im z całego serca, żeby nie zatraciły tej swojej radości, chęci życia.

I żeby spełniły się ich marzenia: o byciu piłkarzem, o sukcesie, o powrocie do Syrii. Każde oddzielnie i wszystkie razem.

Nauczyciele, a właściwie nauczycielki: cierpliwe, wyrozumiałe, również dla mnie i mojej nieznajomości języka arabskiego, to trzeba docenić, bo naprawdę nieraz zamiast uczyć – pomagały mi tłumaczyć zawiłości tego nieznanego świata. Wielka sprawa!

 

I wreszcie: niezrównany, pomocny, zawsze skory do żartów – Abuna Elie, mój gospodarz. Wielka postać: takich kapłanów życzyłbym każdej religii. Palestyńczyk z izraelskim paszportem, dla którego nie ma nic strasznego, a żaden problem nie jest nie do rozwiązania. Pozytywna energia w czystej postaci:)

 

To oczywiście tylko kilku z wielu, wielu bohaterów mojej codzienności. Nie mógłbym też zapomnieć o Rafale Chibowskim, drugim wolontariuszu z Mafraq, który zostaje tu jeszcze przez dwa tygodnie (przypominam, jego blog: rchibowski.wordpress.com) – bardzo fajnym facecie, który wiele w życiu osiągnie, jestem tego pewien.

 

 

 

 

 

Każdy napotykany syryjski uchodźca, te chodzące księgi prawdziwego życia, w tym jego najczarniejszym wydaniu: bardzo ważne doświadczenie, bo pokazujące z jednej strony okrucieństwo, a często i bezsens wojny, z drugiej absurdalność wielu codziennych naszych „problemów”: pokłóciłem się z kimś z pracy, więc jest BARDZO źle, nie mam się w co ubrać, choć szafa pełna – FATALNIE, pada śnieg a ja muszę iść do pracy – DO D…Y itd., itd. Naprawdę, jeśli przyjąć nieco szerszą perspektywę, a taką otrzymuje się przy kontaktach np. z uchodźcami (na przykład, bo przecież nie tylko oni mają naprawdę poważne problemy), to chyba jednak łatwiej iść przez życie.

 

 

 

I już prawie na koniec: poznanie Innego, czyli to, co mniej zawsze w podróżach pociąga najbardziej – zrealizowane w stu procentach. Takiego wglądu w kulturę, życie, obyczaje Bliskiego Wschodu i jego mieszkańców naprawdę próżno szukałbym wybierając się na wycieczkę. To nie jest łatwe życie, ale pełne przywiązania do rodziny i przyjaciół. Wolniejsze, spokojniejsze, czasem takiego faceta jak ja, ciągle gdzieś goniącego, osadzające w ryzach: uspokój się, świat się jeszcze nie kończy, poczekaj, wypij z nami kawę i pogadajmy. Nie wiem, czy mógłbym tak zawsze, ale przez ten miesiąc – na pewno dałem się temu opanować. Oczywiście istnieją olbrzymie kontrasty, jest duża nierówność społeczna, problemy dotyczące roli religii w życiu publicznym, emancypacji kobiet, kosztów życia w relacji do dochodów, ale machina ta toczy się do przodu. Pisałem tu kilka razy o zamieszkach, o żądaniach demokratyzacji: ciekaw jestem jak rozwinie się ta sytuacja. Trzymam kciuki za Jordańczyków i innych mieszkańców tego regionu. Także trochę z egozimu – wszak od spokoju tutaj zależy spokojny sen także nas, w Europie.

I zupełnie na koniec, podziękowania: dla Caritas Polska – Marty Titaniec i Tomka Kalińskiego – za zaproszenie i zorganizowanie tego wolontariatu, dla moich Szefów i Współpracowników – za to, że mnie puścili i że mnie przyjmą z powrotem, wreszcie bardzo ważne: dla Kasi – mojej Żony, za anielską cierpliwość.

Osobne podziękowania: dla wszystkich Czytelniczek i Czytelników tego bloga: Wasze komentarze i obecność dodawała mi otuchy i sprawiała, że to co robiłem, miało jeszcze większy sens:)

Shukran!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s